POLSKI    ENGLISH   

Internetowy Serwis Filozoficzny

przy Instytucie Filozofii    Uniwersytetu Jagiellońskiego

|  Czasopismo |  Forum |  Literatura |  Linki |  Aktualności
 


 

O radykalności naturalizmu w filozofii umysłu

Marcin Miłkowski

W wypowiedziach Urszuli Żeglen i Roberta Piłata zauważalne jest przekonanie, że stanowisko naturalistyczne w filozofii umysłu jest radykalne, biologistyczne i odbiera filozofii swoistą autonomię. Jednak stanowisko emergentystyczne, które wraz z Robertem Poczobutem reprezentujemy, nie wydaje się nam ani radykalne, ani biologistyczne, ani skrajnie scjentystyczne.

Autonomia – tak, ale względna

Na jakiej autonomii filozofii umysłu może zależeć współczesnemu myślicielowi? Na pewno nie na całkowitej niezależności od wiedzy, jakiej dostarczają nam współczesne nauki. Całkowicie uniezależniony od wiedzy empirycznej filozof umysłu musiałby rezygnować z wypowiadania się na temat różnych poziomów czy wymiarów umysłu. Czyżby świadomościowy, kulturowy czy też mikrofizyczny aspekt stanów umysłowych należało pomijać jako obce ciało w filozofii? Z drugiej strony nie jest nam dana wrodzona wiedza na temat tego, czym jest świadomość; obserwacja własnych stanów umysłowych pozostaje obserwacją, czyli mieści się w ramach nauki empirycznej. Nie sposób wypowiadać się o kulturze czy języku, ignorując historię, antropologię kulturową, lingwistykę i tak dalej.

Całkowita zależność filozofii od nauki oznaczałaby, iż de facto filozofia traci rację bytu. Uprawiając filozofię, staramy znaleźć się racje na rzecz takiego lub innego rozstrzygnięcia problemów, które są nierozstrzygalne empirycznie. Gdyby filozofowie nie starali się tego czynić, zostaliby naukowcami empirycznymi.

Pozostaje więc stanowisko umiarkowane: przyjęcie częściowej niezależności epistemicznej filozofii od nauki. Jak sądzę, jest ono też stanowiskiem Roberta Piłata i Urszuli Żegleń. Różnica, która nas dzieli, jest różnicą stopnia. My podkreślamy istotność neodarwinowskiej teorii ewolucji, co jednak nie znaczy, że usiłujemy dowodzić, że umysł ma jedynie wymiar biologiczny, gdyż powstał na drodze ewolucji. Dopóki jednak neodarwinowska synteza nie zostanie odrzucona jako nieprawdziwa w biologii, dopóty badając biologiczny, adaptacyjny poziom umysłu, musimy uwzględniać aktualne stanowisko większości autorytetów naukowych w tej sprawie. Nie sądzimy, żeby mówiąc o wielowymiarowym umyśle, można było uwzględniać na przykład jedynie niektórych neurofizjologów, część badaczy neurofenomenologicznych, ale na przykład kompletnie ignorować istnienie psychologii różnic indywidualnych czy teorii ewolucji właśnie. Jednak oczywiście w naukach empirycznych nie mamy do czynienia z gotowymi i ostatecznie uznanymi teoriami; wszędzie jest miejsce na debaty i dyskusje, które mają pokazać, co jest najlepszą teorią, a co nie jest. Jest tu miejsce na różnicę zdań, a więc rzeczywiście ta różnica się tutaj też pojawia.

Komputacjonizm

To prowadzi do kolejnej kwestii. Robert Piłat zarzuca nam, że pochopnie rozstrzygamy o komputacyjnej naturze umysłu, pisząc o mocy obliczeniowej mózgu myszy. Otóż rozstrzygnęliśmy to już wcześniej, wymieniając kolejne poziomy organizacji umysłu. Jednym z tych poziomów jest poziom obliczeniowy. Nie jest to poziom jedyny, ale jest; to rzeczywiście założyliśmy.

Nie przekonują mnie argumenty, które miałyby dowodzić niealgorytmiczności działania umysłu na poziomie organizacji, który wiąże się z przetwarzaniem informacji; zarówno argumenty oparte na twierdzeniach limitacyjnych takich jak twierdzenie Gödla, jak i na przypuszczalnie ciągłej naturze procesów fizycznych zachodzących w mózgu. Argumenty pierwszego rodzaju podważył bardzo poważnie Stanisław Krajewski w swojej monografii. Argumenty drugiego rodzaju wydają się wątpliwe choćby dlatego, że jak pokazano już w latach 40. XX wieku, procesy neuronowe cechują się nieciągłością (dyskretnością).

Samo oszacowanie zostało zaczerpnięte akurat z pracy Hansa Moraveca, autora zaiste dosyć radykalnego w poglądach na sztuczną inteligencję. Tego radykalizmu nie musimy podzielać, gdyż reprezentujemy stanowisko wielopoziomowe, a nie jednowymiarowe, jak Moravec.

Cóż mamy na myśli, mówiąc o mocy obliczeniowej takiego czy innego mózgu? Jest to mianowicie przypuszczalna maksymalna szybkość wykonywania operacji umysłowych, jaką musi dysponować poziom obliczeniowy umysłu, żeby mógł rozwiązywać typowe dla danego gatunku zadania poznawcze i jaką maksymalnie może mieć dany mózg ze względu na liczbę połączeń między neuronami. Kognitywiści różnie szacują złożoność obliczeniową problemów poznawczych. Te problemy, jak się zakłada, mają pewne rozwiązania algorytmiczne, które prawdopodobnie są suboptymalne, czyli nie są idealnymi algorytmami do rozwiązywania tych problemów, ale wystarczająco sprawne, aby organizmy, które się nimi posługują, przetrwały w środowisku. Złożoność zadania “unikaj światła” jest mniejsza na przykład od zadania “zjedz ser, nie dając się zabić w pułapce na myszy”, a dużo mniejsza od zadania “generuj polemikę w dyskusji filozoficznej”. Wielkość szacunkowa mocy obliczeniowej myszy mieści się w przedziale między mocą, która wystarczy do rozwiązania problemu zjedzenia sera, a mocą, która jest możliwa na mocy budowy jej mózgu. Oczywiście, są to wszystko zgrubne szacunki, ale dostarczają pewnej skali porównawczej dla różnego rodzaju istniejących w przyrodzie umysłów.

Fizykalizm i neutralny monizm

Profesor Żegleń podkreśla, że bliższe jej stanowisko neutralnego emergentyzmu. Robert Poczobut opowiada się bardziej po stronie neutralnego monizmu, ja mam sympatię dla umiarkowanego fizykalizmu. Różnice są tutaj też dosyć subtelne i sprowadzają się do rozłożenia akcentów. Najprościej rzecz ujmując, sądzę, że nie może być żadnej zmiany w procesach wyższych poziomów organizacji bez zmian na poziomie fizycznym (da się to wyłożyć ściślej w żargonie superweniencji). Zakładam, że idealna teoria fizyczna ma charakter fundamentalny.

W takim fizykalizmie jest miejsce także na – powiedzmy – umysły osobowe, gdyż nie sądzę, by istniał tylko i wyłącznie fizyczny poziom organizacji. Istnieją pochodne poziomy organizacji, co znaczy, że umysły osobowe istnieją, ale tylko jako zrealizowane przez nośnik fizyczny.

Czy jest to pogląd radykalny? Z punktu widzenia późnego Heideggera zapewne tak, bo zapominam o Byciu. W oczach zwolennika Hume'owskiego empiryzmu taki fizykalizm trąci dogmatyzmem, bo jest niezgodny z fenomenalizmem. Dla heglisty jest to z kolei swoista reinterpretacja nauki o wcieleniu ducha; podobnie też może sądzić taki personalista, jak Mounier. Dla dekonstrukcjonisty – przestarzała ontoteologia tożsamości. Dla Husserla – wyraz naiwnego nastawienia przed dokonaniem epoché. Dla późnego Wittgensteina – niepoprawne użycie języka potocznego. No cóż, mniemam, że na tle tych prominentnych filozofów wychodzimy na radykałów, zasługując na uwagę może ze strony heglistów. Ale widać tak wyraża się ironia historii.

Naturalistyczne umysły osobowe

Problem wyznaczenia klasy umysłów osobowych jest problemem na razie czysto teoretycznym, lecz może się stać praktyczny, jeśli zbudujemy odpowiednio złożone maszyny lub jeśli dojdzie do spotkania z pozaziemską cywilizacją. Mogą wyrosnąć nam też konkurenci na drodze ewolucji naturalnej. Nie widzimy powodów, aby wszystkie te zdarzenia włożyć między bajki.

Mówiąc o istotności umysłów osobowych dla filozofii moralności, wpisywaliśmy się w tradycję kantowską w etyce. Podmiotem moralnym u Kanta są wszelkie istoty rozumne. Nie tylko ludzie, lecz wszelkie istoty rozumne. Za czasów Kanta i za naszych czasów znamy tylko jeden rodzaj tak rozumnych istot, jak ludzie. Jednak chcąc wyłożyć, na czym polega owa rozumność, odwołać musimy się nie tylko do racjonalności – rozumianej jako racjonalność ekonomiczna czy sprawność wnioskowania logicznego – lecz do bogatszego pojęcia rozumu. Próbą eksplikacji takiego pojęcia jest pojęcie umysłu osobowego. Ujmując umysły osobowe kryterialnie, a nie biologicznie czy gatunkowo – czyli podobnie jak Kant – zauważamy stopniowalność cech, które stanowią nasze kryteria.

Stopniowalności tej sam myśliciel z Królewca zdawał się nie dostrzegać w świecie przyrody; dostrzegamy ją teraz, gdyż korzystamy z tego, co zauważył w tym świecie Darwin. Warto więc podkreślić, że poważne potraktowanie teorii ewolucji podcina gałąź radykalnemu biologizmowi, który redukowałby podmiotowość moralną do takiego czy innego uposażenia genetycznego. Już genetyka zachowania podkreśla, że zachowania są wzajemnie warunkowane przez czynniki dziedziczne i środowiskowe, co skutecznie uniemożliwia całkowite wyjaśnienie i opis zachowania na poziomie genetycznym. Tym bardziej dotyczy to zachowań tak złożonych, jak zachowania moralne. Innymi słowy, radykalny biologizm, który sprowadzałby moralne podmioty do takiego czy innego genomu, jest nie tylko wątpliwy z punktu widzenia naszego, emergentystycznego stanowiska. Jest on także fałszywy z punktu widzenia dzisiejszej genetyki zachowania.

Podmiotowość moralna, jak sądzimy, powinna być definiowana przez kryteria nie tyle morfologiczne czy genetyczne, co przez pewne cechy funkcjonalne, czyli przez umysł osobowy. A to stanowi punkt wyjścia dla rozważań, o których wspomina już Robert Poczobut w swojej odpowiedzi Robertowi Piłatowi.

Marcin Miłkowski
Ośrodek Badań Filozoficznych
Warszawa
marcin_milkowski@web.de

  1. Autonomia – tak, ale względna
  2. Komputacjonizm
  3. Fizykalizm i neutralny monizm
  4. Naturalistyczne umysły osobowe
powrót
 
webmaster © jotka